Podróże w czasie
27.02.10
Mości panowie!... Wielu spomiędzy was... zdziwi... albo zgoła przestraszy ten toast... ale... kto mi ufa i wierzy... kto prawdziwie chce dobra ojczyzny... kto wiernym mojego domu przyjacielem... ten go wzniesie ochotnie... i powtórzy za mną:
Zajebisty to był pomysł, żeby do Polski polecieć...
Popchnąłem do przodu kilka spraw, które się ciągną od lat.
Byłem w knajpie, której od studiów nie odwiedzałem.
Pobawiłem się w odśnieżanie.
Pochodziłem z psem na spacer.
Podrzemałem z kotem.
Przeczytałem kilka książek.
Spotkałem się z paroma osobami, których nie widziałem od lat (od półtora).
Pograłem w remika.
Kupiłem sobie grę, która w Chinach jest nieosiągalna (nielegała mi się nie chce ściągać, bo to 11 giga, by się ściągało z miesiąc – już zainstalowałem, teraz się cholera uaktualnia, będzie 'grywalna' za jakieś dziewięć godzin...)
Przyszło mi do głowy, żeby przeinstalować OpenOffice, na polską wersję – są polskie czcionki...
W Kołobrzegu nie byłem, brakło czasu.
Będę musiał szukać innych połączeń, w czwartek wieczór siedziałem na lotnisku w Monachium, 14 godzin od wyjazdu z domu – 14 godzin jeszcze przed dotarciem do domu. Kijowo.
Może pociągiem zacznę jeździć.
Jak leciałem do Polski, w Monachium mało brakło, a by mi
zrobili kontrolę osobistą. Proszę wyjąć komputer. Proszę wyjąć
zewnętrzny twardy dysk. Proszę zdjąć buty. Proszę rozpiąć pas.
Proszę usiąść i podnieść nogi.
Ciekawe, ilu, ku*wa, terrorystów w ten sposób złapali...
Dziś się jeszcze przestawiam, jutro IELTS, pojutrze się zaczyna semestr.


Autorze