Mój świat AD 2008
Podobne strony:
Kuchnia chińska
Podróże samolotem
MAGLEV
Szanghaj, Nowy Rok A.D. 2006
Nie dla wegetarian
O zakupach
Nigdzie indziej
W drodze
Kiedyś w drodze do domu
Mój Świat A.D. 2008
Wymiana pieniędzy – opowieść
Internet – hao bu hao?
LASIK
Terror Ayi
Ten pierwszy poranny papieros
Ten pierwszy poranny papieros 2
Każdy dobry uczynek
Versus
Kuchnia chińska
Podróże samolotem
MAGLEV
Szanghaj, Nowy Rok A.D. 2006
Nie dla wegetarian
O zakupach
Nigdzie indziej
W drodze
Kiedyś w drodze do domu
Mój Świat A.D. 2008
Wymiana pieniędzy – opowieść
Internet – hao bu hao?
LASIK
Terror Ayi
Ten pierwszy poranny papieros
Ten pierwszy poranny papieros 2
Każdy dobry uczynek
Versus
W odpowiedzi na maila od dobrej znajomej z dawnych dawnych lat, która napisała do mnie wczoraj: świat mi się w promieniu dwóch kilometrów zamknął...
Od końca sierpnia mój świat w zasadzie nie przekracza okręgu o średnicy 500 metrów od mojego mieszkania...
Wewnątrz tego okręgu znajdują się:
Moje miejsce pracy.
Dwie stacje metra (i co najmniej dwie nowe się budują).
Pięć (co najmniej) oddziałów moich obu banków.
Dwa domy towarowe z zachodnim jedzeniem/piciem.
Dwa (te same) domy towarowe zawalone od piwnicy po dach zachodnimi markami zegarków/perfum/ubrań/butów/szelek/plecaków/łóżek/mikrofalówek/ itakdalejitakdalejitakdalej.
Kilka fajnych restauracji, gdzie chodzę na obiady/kolacje z koleżeństwem z pracy.
Dwa oddziały China Post, jeden, ten bliższy, gdzie płacę rachunki za prąd, etc, i drugi, ten dalszy, z którego wysyłam listy i paczki.
Kilka 24-godzinnych sklepów.
Kilka 24-godzinnych restauracji.
Uliczny sklep z prasą, który (jakimś cudem) ma zachodnie, angielskojęzyczne magazyny, co prawda sprzedawane z lekkim poślizgiem, ale dzięki temu oferowane o połowę taniej od ceny na okładce.
Pub, w którym odbywają się polskie spotkania.
Krawiec, który poprawia moją garderobę.
Sklep, w którym (kiedy mi zupełnie odbije) będę sobie mógł kupić czerwone pełnowymiarowe pianino z logo 'Ferrari', i obok niego, sklepy z wiolonczelami, gitarami, skrzypcami...
4/5 mieszkań ludzi, których spotykam na co dzień (koledzy z pracy, dawniejszej pracy i tak dalej).
"Szkolna" knajpa, w której w każde piątkowe popołudnie mogę spotkać połowę kolegów z pracy.
Bardzo fajny plac budowy, który raz na tydzień, w czwartkowe popołudnia oglądam z wysokości szóstego piętra i sprawdzam postęp pracy i bardzo mi szkoda, że zacząłem dopiero kiedy już większość fundamentów (a szykuje się potężny wieżowiec) była gotowa - super projekt fotograficzny by był, jakbym zaczął od samego początku i raz na tydzień robił zdjęcie. (fundamenty są gotowe (koniec grudnia 07), wydłubują teraz ziemię na piwnice, równocześnie stawiane są pierwsze dwa dźwigi).
Kilka sklepów zasilających moje zabijające mnie powoli nałogi.
Dwa albo trzy kluby sportowe, do których nie należę.
Kilka galerii, gdzie teoretycznie mógłbym zaprezentować trochę moich zdjęć.
Sklep, gdzie kupuję karty telefoniczne, dzięki którym w miarę tanio rozmawiam z rodzicami.
Miejsce, gdzie nielegalnie (półlegalnie, myślę, skoro to jest w banku) wymieniam czerwone * na zielone.
Kilkanaście miejsc, gdzie, teoretycznie, mógłbym sobie przystrzyc włosy.
Dwa, albo trzy szpitale - najbliższy, najmniej zachęcający do odwiedzin - coś do czynienia z chorobami ust i dziąseł.
Jeden z dwóch w Szanghaju pubów, jakie znam (a ten drugi to rzut beretem tuż poza tą 500-metrową średnicą), gdzie mogę dostać cider.
Kilkanaście miejsc podnoszących mi ciśnienie (i prawie równocześnie obniżających je), kiedy - przechodzę w zasadzie codziennie - ci sami ludzie za każdym razem atakują mnie ofertami 'watch, bag, shoes, dvd, looka looka, cheep,' na które to oferty odpowiadam słowami powszechnie uznanymi za obraźliwe (w zależności od nastroju może to być po angielsku (spoko), po polsku (źle), albo po chińsku (bardzo źle) - albo jak usłyszę 'hello friend' to już całkiem bardzobardzobardzo źle).
Uliczna 'restauracja,' która pojawia się przed wejściem do mojego osiedla około dziesiątej wieczór każdego dnia - bardzo przydatna, kiedy wracam, jak wczoraj, do domu późno w nocy.
Uliczny targ 'zielony,' gdzie mogę kupić warzywa, owoce, żywe krewetki, żywe ryby, oraz, jak dwa tygodnie temu wybrane na życzenie fragmenty (pięć minut wcześniej jeszcze żywej) owcy...
Sklep rowerowy, byłbym klientem, gdyby nie fakt, że cykliści w ścisłym centrum Szanghaju nie mają łatwego życia, a poza tym nie mam czasu (ani potrzeby - patrz lista powyżej) na jeżdżenie rowerem.
Poza moją 'strefą życiową' znajdują się, jak myślę, inne ciekawe miejsca, ale...
01.01.2008
Xin Nian Kuai Le...
*stujuanówki - najwyższy nominał chińskiej waluty - są czerwone


Autorze